poniedziałek, 9 września 2013

Prolog

Przemierzałam powoli korytarz. Wzrok miałam  utkwiony w swoich stopach.
Nie czułam się dzisiaj najlepiej, miałam niekiedy zawroty głowy, bolały mnie mięśnie i głowa.
Jednak na mojej twarzy widniał uśmiech. Czułam, że to dziś. Czułam, że to ten dzień kiedy w końcu go zobaczę.
Miałam na sobie białą, długą koszulę nocną. Na ręce widniał złoty pierścionek, którego nigdy nie ściągałam. Siwe włosy lekko opadały na moje czoło.
Powoli podniosłam wzrok.
Zobaczyłam uśmiechniętego George'a. Skinął lekko głową na przywitanie.
- Dzień dobry Lynn. Jak samopoczucie?
- Dzień dobry. Dziękuję, dobrze.
George szerzej się uśmiechnął i przeszedł obok mnie.
Swój wzrok ponownie utkwiłam w stopach.
Mijałam różne sale.
W jednych znajdowały się osoby, które ochoczo rozmawiały i bawiły się z rodziną i wnukami. Zaś w innych ludzie do których nikt zwykle nie przychodził.
Na białych ścianach ośrodka znajdowały się plakaty i korkowe tablice z ogłoszeniami. Podłoga była wyłożona beżowymi płytkami. Przy ścianach znajdowały się gdzieniegdzie fotele i stoliki z prasą. Pożółkłe lampy zwisały z sufitu, delikatnie rozświetlając korytarz.
Rozmyślałam o moim życiu.
Nie zawsze byłam szczęśliwą osobą, ale przecież takie jest życie, prawda? Czasami musi być źle, żeby potem było dobrze.
Nagle obok mnie zjawiła się mała dziewczynka. Na oko miała może pięć, sześć lat.
Patrzyła na mnie z zaciekawieniem widocznym w jej malutkich oczkach. Po chwili szeroko się uśmiechnęła i pobiegła dalej, machając do mnie na pożegnanie. Stanęłam na chwilkę i odmachałam dziewczynce. 
W końcu po kliku minutach stanęłam przed moją salą.

No to zaczynamy nową historię :)
Jeśli przeczytasz to skomentuj.
To wiele dla mnie znaczy :)

3 komentarze: