sobota, 5 października 2013

Rozdział 2

Rok 2013, kwiecień.

Lynn's POV :


Wywróciłam oczami.
- Nie chcę nigdzie iść - warknęłam.
Caroline spojrzała na mnie wzrokiem "masz tam pójść bo będzie z tobą źle".
- Lynn, zrozum. Trochę świeżego powietrza Ci nie zaszkodzi, poza tym wcześniej chętnie chodziłaś na spacery. Dlaczego to się zmieniło? Coś się stało? Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, tak?

No tak. Caroline - czasami irytująca i wkurzając brunetka. Zawsze chce wszystko wiedzieć, zadaje za dużo pytań. Minęło tyle czasu, a ona dalej nie wie, że nie lubię mówić o sobie, swoich uczuciach?
Jest to mega wkurzające, gdy ktoś chce na siłę abyś mu coś powiedziała. Uważa, że wszystko wie, zna się lepiej na wszystkim - nie chodzi tutaj o Caroline, mówię ogólnie.

- Nic się nie stało, Caroline. Uwierz mi - popatrzyłam na nią. Proszę nie zadawaj już pytań.
Westchnęła i mruknęła ciche "okej". Odetchnęłam z ulgą. Cholera, nie miałam ochoty na kolejne przesłuchiwanie.
- To idziemy? - znowu spróbowała mnie zachęcić.
W sumie może i ma rację.
Nie, ona nie ma racji. Nie możesz nigdzie iść - usłyszałam głos w mojej głowie. Znowu.
Dlaczego? Może nikt mnie nie zauważy?
Powiedziałem. Nie.
Zamknęłam na chwilę oczy.
- Nie, Caroline. Nie dzisiaj. Kiedy indziej - uśmiechnęłam się do niej lekko.
- Dobra, ale następnym razem już się nie wywiniesz. Pamiętaj - pogroziła palcem ze śmiechem i wyszła.

Samotna łza spłynęła po moim policzku.
Za nią następna i następna.
Nie mam na nic siły. Więżą mnie tutaj. Dosłownie. Zamknęli mnie bo myślą, że tak jest lepiej, że to mi pomoże. To mi nie pomoże. Oni nic nie wiedzą. Czuję się jakby cały świat zmówił się przeciwko mnie. Nikt mnie nie może odwiedzać. Chociaż pewnie gdyby mogli i tak by nikt nie przyszedł.
Nie, jest jedna osoba. Justin.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o nim.
Brązowe oczy, bujne włosy zawsze idealnie ułożone i lekko różowe usta. Zawsze miły, opiekuńczy.
Wydawać się mogło, że ideał. I był nim.
Tylko on wiedział o wszystkim. On wiedział o moim sekrecie. On mi zawsze pomagał.On mnie pocieszał.
Odwiedził mnie tylko raz. Na początku.

- Kocham cię i zawsze będę, pamiętaj.
- Ja ciebie też. Na zawsze.

Nie, nie byliśmy parą. Byliśmy dla siebie bardzo bliskimi osobami. Zwierzaliśmy się sobie, nie bojąc się że jeden z nas wyśmieje drugiego. Ufaliśmy sobie. Tak bardzo go kocham. Byłam dla niego najważniejsza. Nazywał mnie "księżniczką". Chciałabym teraz przy nim być i wszystko mu opowiedzieć.
Otarłam łzy i podeszłam do stolika. Wzięłam z niego słuchawki, telefon i poszłam z powrotem na łóżko.
Włożyłam słuchawki do uszu i wsłuchałam się w tekst.

Smutek jest drzewem, a jego owocami łzy.

*

- Lynn, wstawaj - ktoś potrząsnął moim ramieniem. Otworzyłam oczy i je lekko przetarłam.
Wyciągnęłam słuchawki z uszu i odłożyłam telefon.
- Przyniosłam jedzenie - powiedziała Caroline.
- Nie jestem głodna.
- Nie wygłupiaj się. Musisz coś zjeść.
- Nie chcę.
- Jedz - zmroziła mnie wzrokiem.
Niechętnie wzięłam kanapkę do dłoni i zaczęłam powoli przeżuwać.
- Zaraz wracam, idę do toalety.
Kiwnęłam głową.
Caroline wyszła z pokoju. Zauważyłam, że nie zamknęła drzwi.
Szybko wstałam i podeszłam do nich. Rozglądnęłam się i gdy zauważyłam, że nikogo nie ma zaczęłam biec.
W końcu dotarłam do drzwi głównych. Zawahałam się.
Zrób to.
Wzięłam głęboki oddech i szybko otworzyłam drzwi. Położyłam stopę za drzwiami i poczułam mocny ucisk. Odwróciłam się i zobaczyłam to czego nie chciałam nigdy więcej widzieć.
Zaczęłam krzyczeć i płakać.
On się zaczął śmiać i przyłożył mi dłoń do ust.
Nagle z powrotem zostałam wciągnięta do pomieszczenia a on zniknął.
- Co się dzieje? Czemu chciałaś uciec? - potrząsała mną Caroline.
- Przepraszam - wyszeptałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
- Widziałaś coś?
Kiwnęłam jedynie głową.

*

Ubrałam buty i wyszłam powoli na zewnątrz z trzęsącymi się nogami. Caroline była razem ze mną.
Zmierzałyśmy powoli w kierunku parku.
Moje życie jest takie popieprzone. W sumie, nigdy nie było normalne. Nawet nie wiem jak to jest mieć szczęśliwą rodzinę. Tata zmarł, mama zawsze była zajęta. Jedynie w domu był Max - mój brat.
Zawsze dla wszystkich byłam dobra, darzyłam bliskich miłością. Wszystkim pomagałam. Byłam dobrą córka i uczennicą ale i tak wszystko obróciło się przeciwko mnie. Nie mam taty, mamy i brata nie widziałam 4 lata, Justina też a sama jestem w psychiatryku.

Nagle usłyszałam głośne śmiechy. Odwróciłam się. Nie mogłam uwierzyć. Te oczy... wszędzie bym go poznała. Justin. Uśmiechnęłam się szeroko. Był tam z dwoma chłopakami. Już chciałam do niego pobiec lecz coś mnie powstrzymało.
- Stary czemu ona się tu patrzy?
Jeden z nich powiedział do drugiego wskazując na mnie ręką.
- Nie wiem ale czekaj... to nie jest ta z psychiatryka? Jakaś Brooks czy jakoś tak?
- Tak, faktycznie.
Gdy chłopak wypowiedział moje nazwisko Justin popatrzył w moim kierunku z szokiem. Pomimo łez w moich oczach uśmiechnęłam się do niego.
- Justin znasz ją?
Justin oderwał ode mnie wzrok patrząc na kolegów. Wybuchnął śmiechem.
- Ja?! Chyba żartujesz. Słyszałeś, że to popieprzona wariatka. Zwykła suka, która ma nierówno pod sufitem.
Zaśmiali się i odeszli.

Wybuchnęłam płaczem i pobiegłam do psychiatryka. Zwykła suka, która ma nierówno pod sufitem.
Caroline mnie wołała ale ja to ignorowałam.
Rzuciłam się na łóżko i zatonęłam we własnych łzach.

Yeah, I just closed my eyes  and swung
Left me crouching  in a blaze and fall.


*
Przepraszam, że tak długo ale wcześniej nie dałam rady. Ciągle nauka, teraz doszedł mi jeszcze konkurs i ćwiczenia.
Do następnej
xoxo

2 komentarze:

  1. Masz bloga ? Nie masz zwiastunu ?
    Zamów go na :
    http://zwiastuny-na-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń