Rok 2009, czerwiec
Lynn's POV :
- Justin, nie.
- Dlaczego nie chcesz wyjść?
- Po prostu się boję. To jest silniejsze ode mnie.
- Nie bój się. Będę z tobą. Kiedyś w końcu musisz wyjść z domu - tylko on mi wierzył.
Siedziałam właśnie wraz z Justinem na kanapie w salonie.
Telewizja była włączona, ale nie zwracaliśmy na nią uwagi. Justin przekonywał mnie abym poszła z nim do parku, chciał mi coś pokazać. Nie chciałam tam iść. Nie po tym wszystkim co się stało. Może to dziwne, bo minęło już od tego 9 miesięcy a ja tam nie chcę iść, ale ja po prostu się bałam. Nie było to w parku, ale obok niego.
Potrząsnęłam głową aby o tym nie myśleć. Wiedziałam, że jak znów zacznę "wspominać" może to się źle skończyć.
Promienie słońca wlatywały przez wielkie drzwi balkonowe, znajdujące się tuż za nami. Ściany salony pokrywała biała farba, a podłoga wyłożona była panelami. Po lewej stronie znajdowały się duże, otwarte drzwi do przedpokoju a obok nich stała średniej wielkości, biała komoda.Na środku znajdowała się biała kanapa z czarnymi i szarymi poduszkami. Na ścianach wisiały obrazy w stonowanych kolorach, a na przeciwko siedziska znajdował się duży, plazmowy telewizor. Z sufitu zwiał ogromny żyrandol ozdobiony różnymi kryształkami, oświetlający pomieszczenie. Z prawe strony był duży kominek, przy którym można się było ogrzać w chłodne dni. Gdzieniegdzie znajdowały się kwiatki lub różnego rodzaju ozdoby. Ogólnie dom był bardzo nowoczesny ale zarazem przytulny.
Wpatrywałam się w swoje czarne baletki.
- No dobrze - w końcu uległam Justinowi.
- Dziękuję - uśmiechnął się lekko i mocno mnie przytulił. - Idziemy?
- Jasne, chodźmy.
Wstaliśmy z miejsca i ruszyliśmy w kierunku drzwi. Mamy nie było jeszcze w domu, więc zakluczyłam drzwi i wyszliśmy z posesji.
Szliśmy chodnikiem zmierzając w stronę parku.
- Jak w szkole? - nagle zapytał Justin.
Zaśmiałam się.
- Dzięki, dobrze. A u ciebie?
- Jest okej - wymusił uśmiech.
Wyglądał na poddenerwowanego.
- Justin, coś się stało?
- Nie, no coś ty - zaśmiał się nerwowo.
- Na pewno? Wiesz, że możesz...
- Lynn! Wiem, że mogę ci o wszystkim powiedzieć, ale jak na razie nie mam o czym. Jest naprawdę dobrze - przerwał mi Justin.
- Jak wolisz - poddałam się.
Szliśmy w milczeniu.
Mijaliśmy plac zabaw na którym bawiły się dzieci.
Przypomniały mi się czasy, gdy ja i Justin byliśmy w takim wieku. Przyjaźniliśmy się od dziecka.
Wtedy życie było takie proste. Nie musieliśmy się niczym przejmować.
- Lynn! Lynn! Patrz co znalazłem!
W kierunku małej dziewczynki biegł chłopczyk trzymający w ręku biustonosz i stringi.
Gdy wreszcie dotarł dziewczynka patrzyła uważnie na bieliznę.
- Jak myślisz, co to jest? - spytała Lynn.
- Kiedyś widziałem jak to - podniósł do góry rękę w której trzymał biustonosz -mama zakłada na cyce.
- A to wygląda jak majtki ze sznurka - Lynn wskazała ręką na stringi.
Dzieci zaczęły chichotać.
Nagle Justinowi do głowy wpadł pomysł.
- Lucky! - zaczął wołać.
- Co robisz? - spytała zaciekawiona dziewczynka.
- Ubierzemy w to Lucky'ego.
Lynn pokiwała ochoczo głową.
Po kliku minutach na psie znajdował się bladoróżowy biustonosz i czerwone stringi.
- Justin! Lynn! Gdzie jesteście? - do uszu dzieci dobiegł głos taty Lynn.
- Tutaj! - dzieci nie przestawały się śmiać ze swojego "dzieła".
- Co robicie? - przy Justinie i Lynn pojawił się mężczyzna.
Na widok psa przebranego w bieliznę wybuchnął głośnym śmiechem, tak jak dzieci.
Nie mogłam się dłużej powstrzymać i zaczęłam się śmiać.
- Co? - spytał rozbawiony Justin.
- Nic, tylko przypomniało mi się jak zakładaliśmy Lucky'emu stringi i biustonosz.
Justin wybuchnął głośnym śmiechem.
- Tak, to było zabawne.
Szliśmy dalej śmiejąc się i wspominając czasy naszego dzieciństwa.
Nagle usłyszałam trąbienie samochodu.
Odruchowo odwróciłam głowę i zamarłam.
- Lynn, wszystko okej? - dopytywał Justin.
Nic się nie odezwałam. Jedyne co widziałam to most.
Stałam na chodniku wielkiego mostu. Płakałam. Krzyczałam.
Ciemny cień wchodził w ciało mojego taty.
- Nie, proszę nie! - krzyczałam, lecz na marne.
Usłyszałam głośny, przerażający śmiech.
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, jeśli to było tylko możliwe.
Ludzi przechodzili z dala ode mnie i spoglądali jak na wariatkę. Nie widzieli tego co się naprzeciwko mnie dzieje. Uważali mnie za idiotkę. W końcu kto normalny krzyczy i błaga aby "ktoś" przestał na środku chodnika.
- Ratujcie mojego ojca! Proszę! - krzyczałam. Wiedziałam, że to na nic.
Gdy cień wszedł całkiem w ciało mojego ojca, ten uklęknął i zaczął krzyczeć.
Po kilku minutach wstał.
- Pamiętaj mnie - powiedział i rzucił się na środek jezdni.
Zakryłam twarz dłońmi.
Po chwili drżąc odwróciłam się na pięcie.
Ostatnie co zobaczyłam to zakrwawione ciało, martwego ojca.
Nagle zaczęłam się rzucać i krzyczeć. Justin już wiedział co się dzieje. Próbował mnie utrzymywać.
Ludzie znów patrzyli na mnie poniżająco.
Wybuchłam głośnym płaczem.
Nagle zjawił się przede mną cień.
Zaczęłam piszczeć.
- Justin, on tu jest! - zaczęłam krzyczeć.
Chłopak próbował mnie odciągnąć.
Sam się bał. Czułam to.
W końcu wyrwałam się chłopakowi i uklękłam na ziemi dalej płacząc i krzycząc.
- Proszę, nie - mówiłam - Zniknij z mojego życia. Nie chcę cię więcej widzieć!
Demon znów się szyderczo zaśmiał i zniknął z mojego pola widzenia.
Potrząsnęłam głową aby o tym nie myśleć. Wiedziałam, że jak znów zacznę "wspominać" może to się źle skończyć.
Promienie słońca wlatywały przez wielkie drzwi balkonowe, znajdujące się tuż za nami. Ściany salony pokrywała biała farba, a podłoga wyłożona była panelami. Po lewej stronie znajdowały się duże, otwarte drzwi do przedpokoju a obok nich stała średniej wielkości, biała komoda.Na środku znajdowała się biała kanapa z czarnymi i szarymi poduszkami. Na ścianach wisiały obrazy w stonowanych kolorach, a na przeciwko siedziska znajdował się duży, plazmowy telewizor. Z sufitu zwiał ogromny żyrandol ozdobiony różnymi kryształkami, oświetlający pomieszczenie. Z prawe strony był duży kominek, przy którym można się było ogrzać w chłodne dni. Gdzieniegdzie znajdowały się kwiatki lub różnego rodzaju ozdoby. Ogólnie dom był bardzo nowoczesny ale zarazem przytulny.
Wpatrywałam się w swoje czarne baletki.
- No dobrze - w końcu uległam Justinowi.
- Dziękuję - uśmiechnął się lekko i mocno mnie przytulił. - Idziemy?
- Jasne, chodźmy.
Wstaliśmy z miejsca i ruszyliśmy w kierunku drzwi. Mamy nie było jeszcze w domu, więc zakluczyłam drzwi i wyszliśmy z posesji.
Szliśmy chodnikiem zmierzając w stronę parku.
- Jak w szkole? - nagle zapytał Justin.
Zaśmiałam się.
- Dzięki, dobrze. A u ciebie?
- Jest okej - wymusił uśmiech.
Wyglądał na poddenerwowanego.
- Justin, coś się stało?
- Nie, no coś ty - zaśmiał się nerwowo.
- Na pewno? Wiesz, że możesz...
- Lynn! Wiem, że mogę ci o wszystkim powiedzieć, ale jak na razie nie mam o czym. Jest naprawdę dobrze - przerwał mi Justin.
- Jak wolisz - poddałam się.
Szliśmy w milczeniu.
Mijaliśmy plac zabaw na którym bawiły się dzieci.
Przypomniały mi się czasy, gdy ja i Justin byliśmy w takim wieku. Przyjaźniliśmy się od dziecka.
Wtedy życie było takie proste. Nie musieliśmy się niczym przejmować.
- Lynn! Lynn! Patrz co znalazłem!
W kierunku małej dziewczynki biegł chłopczyk trzymający w ręku biustonosz i stringi.
Gdy wreszcie dotarł dziewczynka patrzyła uważnie na bieliznę.
- Jak myślisz, co to jest? - spytała Lynn.
- Kiedyś widziałem jak to - podniósł do góry rękę w której trzymał biustonosz -mama zakłada na cyce.
- A to wygląda jak majtki ze sznurka - Lynn wskazała ręką na stringi.
Dzieci zaczęły chichotać.
Nagle Justinowi do głowy wpadł pomysł.
- Lucky! - zaczął wołać.
- Co robisz? - spytała zaciekawiona dziewczynka.
- Ubierzemy w to Lucky'ego.
Lynn pokiwała ochoczo głową.
Po kliku minutach na psie znajdował się bladoróżowy biustonosz i czerwone stringi.
- Justin! Lynn! Gdzie jesteście? - do uszu dzieci dobiegł głos taty Lynn.
- Tutaj! - dzieci nie przestawały się śmiać ze swojego "dzieła".
- Co robicie? - przy Justinie i Lynn pojawił się mężczyzna.
Na widok psa przebranego w bieliznę wybuchnął głośnym śmiechem, tak jak dzieci.
Nie mogłam się dłużej powstrzymać i zaczęłam się śmiać.
- Co? - spytał rozbawiony Justin.
- Nic, tylko przypomniało mi się jak zakładaliśmy Lucky'emu stringi i biustonosz.
Justin wybuchnął głośnym śmiechem.
- Tak, to było zabawne.
Szliśmy dalej śmiejąc się i wspominając czasy naszego dzieciństwa.
Nagle usłyszałam trąbienie samochodu.
Odruchowo odwróciłam głowę i zamarłam.
- Lynn, wszystko okej? - dopytywał Justin.
Nic się nie odezwałam. Jedyne co widziałam to most.
Stałam na chodniku wielkiego mostu. Płakałam. Krzyczałam.
Ciemny cień wchodził w ciało mojego taty.
- Nie, proszę nie! - krzyczałam, lecz na marne.
Usłyszałam głośny, przerażający śmiech.
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, jeśli to było tylko możliwe.
Ludzi przechodzili z dala ode mnie i spoglądali jak na wariatkę. Nie widzieli tego co się naprzeciwko mnie dzieje. Uważali mnie za idiotkę. W końcu kto normalny krzyczy i błaga aby "ktoś" przestał na środku chodnika.
- Ratujcie mojego ojca! Proszę! - krzyczałam. Wiedziałam, że to na nic.
Gdy cień wszedł całkiem w ciało mojego ojca, ten uklęknął i zaczął krzyczeć.
Po kilku minutach wstał.
- Pamiętaj mnie - powiedział i rzucił się na środek jezdni.
Zakryłam twarz dłońmi.
Po chwili drżąc odwróciłam się na pięcie.
Ostatnie co zobaczyłam to zakrwawione ciało, martwego ojca.
Nagle zaczęłam się rzucać i krzyczeć. Justin już wiedział co się dzieje. Próbował mnie utrzymywać.
Ludzie znów patrzyli na mnie poniżająco.
Wybuchłam głośnym płaczem.
Nagle zjawił się przede mną cień.
Zaczęłam piszczeć.
- Justin, on tu jest! - zaczęłam krzyczeć.
Chłopak próbował mnie odciągnąć.
Sam się bał. Czułam to.
W końcu wyrwałam się chłopakowi i uklękłam na ziemi dalej płacząc i krzycząc.
- Proszę, nie - mówiłam - Zniknij z mojego życia. Nie chcę cię więcej widzieć!
Demon znów się szyderczo zaśmiał i zniknął z mojego pola widzenia.
Wrzesień
L.C. Brooks, chora psychicznie dziewczyna zaczyna przymusowe leczenie w szpitalu psychiatrycznym. Czy uda jej się wrócić do normalności?
Lekarze w to wątpią.
Dziewczyna podobno od dłuższego czasu miewa, lekko mówiąc "omamy".
Taka choroba to nie przelewki.
Mamy nadzieję, że dziewczyna do nas wróci.
Kolejny artykuł w czasopiśmie leżał przed moim nosem.
•
Hej.
Chciałam podziękować za wyświetlenia i komentarze. Jesteście boscy ♥
Jeśli ktoś chce być informowany o nowej notce niech wejdzie w link po prawej stronie "Informowani" i wpisze w komentarzu swój twitter bądź ask.
Do następnej
xoxo
♥♥♥ prooosze szubko dodaj kolejnyy !!
OdpowiedzUsuńOMG świetnyy
OdpowiedzUsuńkiedy kolejny?? ♥♥
OdpowiedzUsuńnext szybko kocham ☻
OdpowiedzUsuńKiedy bedzie nn? Zapowiada sie dobrze :)
OdpowiedzUsuńO JA..TO JAK W HORRORZE...CZEKAM NA NN
OdpowiedzUsuńCiekawie się zapowiada. Horror świetny. Czekam nn <3 Proszę poinformuj mnie na tym blogu : http://belieberka54.bloblo.pl/
OdpowiedzUsuńŚwietny! Już się nie mogę doczekać NN! :D
OdpowiedzUsuńMożesz informować mnie o rozdziałach na twitterze? @Biebers_fan_
super ! czekam na nn ! :D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :) czekam na dalsze rozwinięcie sytuacji. Zapraszam do swojego bloga http://shawtyj.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuń